Deszczowy start pięknej historii

Deszczowy start pięknej historii
Za dwa tygodnie, 1 czerwca, minie dokładnie 28 lat od pierwszych suskich zawodów triathlonowych. Z dyrektorem Sprint Triathlon w 1991 roku, Andrzejem Szyslerem o początkach pięknej historii, która trwa do dziś*, rozmawia Czarek Oracki.

- Dzień dziecka w 1991 roku był podobno deszczowy i chłodny?

- Tak, to prawda, pogoda tego dnia i przez kilka wcześniejszych była raczej jesienna. Pamiętam, że spędzało nam to sen z powiek, bo nie byliśmy pewni, czy woda w suskim jeziorze osiągnie w dniu zawodów wymaganą przepisami temperaturę. Fax w siedzibie TKKF w Suszu grzał się do czerwoności, wszyscy – zawodnicy, sędziowie i mieszkańcy miasta zadawali nam tylko jedno pytanie: „Ile stopni ma woda?” Było to o tyle ważne, że – przypomnę – wtedy naprawdę nieliczni zawodnicy używali pianek pływackich. Dlatego jeśli woda nie miała odpowiedniej temperatury, to nie było wyścigu. Ostatecznie w dniu zawodów odetchnęliśmy z ulgą, bo zanurzony w wodzie jeziora Suskiego termometr pokazał 16 stopni i pierwsze zawody triathlonowe mogły stać się faktem. Ukończyło je 38 zawodników, którym bardzo się w Suszu podobało.

- Wróćmy do początku. Skąd w ogóle pomysł, żeby akurat w Suszu i akurat triathlon?

- Pomysłodawcą był suszanin - Piotr Netter, ówczesny zawodnik, późniejszy trener, również kadry narodowej Polski w triathlonie. Ze swoim pomysłem organizacji imprezy Piotr zwrócił się do mnie już w 1990 roku. Byłem wtedy radnym miejskim, nauczycielem wf w szkole i sekretarzem suskiego koła Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej. I to właśnie koło TKKF wzięło na siebie główny ciężar organizacji pierwszego Sprint Triathlonu w Suszu. Jeszcze w 1990 roku było na to zbyt mało czasu, byliśmy za słabo przygotowani i za mało wiedzieliśmy o tej dyscyplinie, ale w ’91 roku nic nie mogło nas zatrzymać (uśmiech).

- „Nas”, czyli kogo dokładnie?

- Mówię o sobie i członkach zarządu koła TKKF w Suszu, który tworzyli: Bogusław Figacz, Wiesław Dybich, Andrzej Tur, Tadeusz Socha i Krystyna Dwórznik. Bardzo zaangażował się śp. Waldemar Stańczyk. Pomagali też: Beata Brzozowska (Dolik), Waldemar Szczegielniak i Andrzej Puwalski wraz z LKS "Unia Susz" i wielu innych, którym dziękuję przy tej okazji.
Tylko dzięki ogromnej pasji i wielkiemu zaangażowaniu mieszkańców niewielkiego Susza udało nam się zorganizować te pierwsze zawody. Nikt nam nie pomagał, a środki finansowe były bardzo skromne. Nie było żadnych gotowych elementów scenografii zawodów sportowych ani osprzętu. Sami musieliśmy zaprojektować i wykonać start i metę, barierki, stojaki na rowery, itp. To nie miało prawa się udać. Ale się udało i trwa do dziś.

- Jak wyglądał wtedy krajobraz triathlonowy Polski?

- Mizernie. Dyscyplinę tę uprawiało w naszym kraju łącznie – liczę tu zarówno członków kadry Polski, jak i amatorów - może 50 osób. Większość trafiła do triathlonu z pięcioboju nowoczesnego. Było zaledwie kilka imprez w roku, podczas których międzyczasy zapisywało się ręcznie, długopisem w zeszycie w kratkę. Mistrzostwa Polski rozgrywane były w Poznaniu, na Malcie, ale nie cieszyły się dużym zainteresowaniem ani zawodników, ani kibiców. Sytuacja zmieniła się w 1992 roku, kiedy po raz pierwszy MP w triathlonie zorganizował 5-tysięczny Susz (uśmiech)…

- W rok po organizacyjnym debiucie „dostaliśmy” Mistrzostwa Polski?

- Tak, choć wiem, że brzmi to niewiarygodnie. Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze – planując z Piotrem Netterem pierwsze zawody w 1991 roku od razu zakładaliśmy, ze to będzie początek cyklu imprez w Suszu. Dlatego już na debiut w roli organizatorów zaprosiliśmy zarząd Polskiego Związku Triathlonu. Od początku też naciskaliśmy na ówczesnego burmistrza Susza Zbigniewa Skolimowskiego, który po Sprint Triathlon oficjalnie poparł pomysł rozwijania tego sportu w Suszu i pisemnie zadeklarował wsparcie finansowe dla kolejnych imprez. To, w połączeniu z entuzjazmem i energią mieszkańców, którą członkowie Zarządu PZTri zobaczyli w Suszu, zdecydowało o przyznaniu nam w październiku ’91 w Warszawie praw do Mistrzostw Polski w 1992 roku na dystansie olimpijskim. Szybko nie oddaliśmy tej imprezy.

- Zastanawia mnie, jak zapraszaliście zawodników do udziału w zawodach?

- Osobiście. Trzeba było jeździć na inne zawody i rozmawiać z ich uczestnikami. Zaproszenie ich do Susza nie było łatwe – nikt nie znał naszego miasteczka – więc przekonywaliśmy do startu ofertą darmowych noclegów, niskim wpisowym i prezentami w pakietach startowych. Ale tylko za pierwszym razem – triathlon w Suszu miał w sobie coś takiego, że do kolejnych startów w naszym mieście nie trzeba było nikogo ponownie przekonywać.

- Czyli jednak mimo upływu lat nie wszystko się zmieniło. Dziękuję za rozmowę.

- Dziękuję bardzo. I serdeczne pozdrowienia dla wszystkich kolejnych i dzisiejszych organizatorów suskich zawodów.

*Susz Triathlon 2019, czyli 28. już edycja kultowych zawodów w „stolicy polskiego
triathlonu” odbędzie się w dniach 21 – 23 czerwca. Zapisy wciąż trwają. Zapraszamy!