Co nam daje bieganie

Co nam daje bieganie
Zupełnie inne emocje są podczas biegania, a zupełnie inne podczas grzybobrania i to jest naturalne. Ale zanim przejdziemy do emocji związanych z bieganiem, to u podstawy tej pasji, leży dla jednych codzienny, dla innych 3 czy 4 razy w tygodniu robiony często żmudny trening. I tu nie ma znaczenia, czy upał, zimno, deszcz, śnieg czy ekstremalny czasem mróz, nie ma że boli, swoje treningowe kilometry trzeba zrobić. Dzięki temu wyzwalamy w sobie samodyscyplinę, upór, wytrwałość, czyli wszystko to, co w życiu jest tak bardzo potrzebne.

Od ładnych kilku lat można śmiało napisać, że wielu Polaków dopadła nowa pasja, mania czy jak kto woli pewnego rodzaju zaraza. Sprowadza się ona do tego, że w pewnym momencie pod wpływem nie wiadomo jakiego, czy skąd nas trafionego impulsu. Powoduje on, że często ustatkowani już ludzie, o bardzo konserwatywnych nawet poglądach na życie, nagle zostają trafieni piorunem zmiany. No i postanawiają, że muszą coś w życiu zmienić. I tu wcale nie chodzi o partnera/partnerkę czy pracę, czy inne jakże rewolucyjne i nie zawsze w dłuższym okresie czasu zamiany. To chodzi o coś, co powoduje, że zmienia się diametralnie nas styl życia i robimy rzeczy bardzo pozytywne, o jakie nigdy byśmy siebie nie posądzili. Ten piorun, który nagle zmienia nasze życie nazywa się bieganie.

Na początku muszę przyznać, ze sam jestem z tych, co zostali nagle i niespodziewanie tym piorunem trafieni. Nigdy nie biegałem, wręcz uważałem do za nieszkodliwe dziwactwo. Zresztą przez bardzo długi okres mojego życia byłem osobą bardzo otyłą.  W zasadzie od pierwszych lat szkoły do plus minus trzydziestego roku życia, gdzie moja waga osiągnęła wręcz apogeum. 1 stycznia 2000 roku ważyłem 132 kilogramy. Kiedy zobaczyłem ten wynik: powiedziałem sobie: dosyć,  biorę się za siebie. Opracowałem własną, autorską metodę odchudzania, w wyniku której po paru latach doszedłem do 80 kg (  178 cm wzrostu). I wtedy w wieku 40-stu lat trafił mnie piorun biegowy. Jak to się mówi, facetowi po 40-stce musi w którąś stronę odbić. Niektórzy zmieniają się w taki, czy inny sposób, a ja zacząłem biegać.

Ktoś może w tym miejscu zapytać: no, ale po co biegam, co mi to daje? Tu nie ma jednej odpowiedzi i jednego argumentu przemawiającego za tą akurat pasją. Zacznijmy właśnie od tego słowa, bo jest to słowo klucz – pasja. Każda osoba powinna mieć w życiu pasję. Nie ma tutaj znaczenia co to jest za pasja: ryby, grzyby, zbieranie znaczków, to nie jest ważne. Ważne jest, żeby ta pasja była, bo wtedy nasze życie pełne i czujemy, że żyjemy. Każda pasja wyzwala takie, czy inne emocje. Zupełnie inne emocje są podczas biegania, a zupełnie inne podczas grzybobrania i to jest naturalne. Ale zanim przejdziemy do emocji związanych z bieganiem, to u podstawy tej pasji, leży dla jednych codzienny, dla innych 3 czy 4 razy w tygodniu robiony często żmudny trening. I tu nie ma znaczenia, czy upał, zimno, deszcz, śnieg czy ekstremalny czasem mróz, nie ma że boli, swoje treningowe kilometry trzeba zrobić. Dzięki temu wyzwalamy w sobie samodyscyplinę, upór, wytrwałość, czyli wszystko to, co w życiu jest tak bardzo potrzebne. Do tego dochodzą takie dla jednych drobiazgi, dla innych ważne rzeczy jak redukcja wagi ciała, kondycja, sylwetka, to wszystko ulega zdecydowanego poprawieniu. Ba, nawet nie musimy specjalnie się ograniczać z jedzeniem. Możemy jeść, bo i tak to wybiegamy. Dzięki bieganiu dobiegłem w pewnym momencie do wagi 67 kg. Wtedy, stwierdziłem, że jednak muszę trochę przybrać, gdyż jak wszyscy mówili, byłem już za chudy. Lekko nie było, ale się udało.

Jednak bieganie, to nie tylko trening. Prawdziwą solą w zupie biegania, czy może super przyprawą nadającej naszej pasji  wyjątkowego smaku są biegi zorganizowane. Tutaj toczymy walkę z samymi sobą, ze swoimi słabościami, czasem, przełamując kolejne granice swoich możliwości. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że przebiegnę w biegu zorganizowanym  5 kilometrów, to wesoło bym się uśmiechnął puszczając oko. Gdyby mi powiedziano, że będę w stanie pokonać dziesięć kilometrów, to tylko bym się uśmiechnął. Jeżeli usłyszałbym, że pokonam półmaraton, ba zdobędę Koronę Półmaratonów Polski, to spytałbym się, czy mój rozmówca nie jest pod wpływem napojów wyskokowych. Gdyby mój rozmówca bez mrugnięcia okiem dodał, że pokonam odległość Królewskiego Dystansu i będę zdobywał Koronę Maratonów Polski, to w tym przypadku, albo on, albo ja mamy coś nie tak z naszymi umysłami. A jednak pokonałem już piątki, dziesiątki, półmaratony, maratony, a śnią mi się już biegi ultra.
Bo bieganie to jest pasja, która  nie zna żadnych granic.


Kalendarz biegów

Pokaz wszyskie biegi
Dołącz do nas na Facebooku